platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Bohater specjalnej troski

Nie bez złośliwej satysfakcji przyglądam się moralnemu kipiszowi, jaki spowodowało aresztowanie Romana Polańskiego. Tym bardziej, że sprawa wybuchła w 76 roku życia reżysera, czyli na tym etapie życia w którym szykowano już Polańskiemu spiżową statuę.

Każdy pretekst dla poukładania spraw najważniejszych jest dobry. Ale jak tu sobie to wszystko poukładać, gdy się dotąd umizgiwało do Szacownego Aresztanta, gdy się go z honorami przyjmowało na purpurowych dywanach, gdy mu się wręczało nagrody za „całokształt twórczości” albo za „szczególną wrażliwość”. Gdy się piało o zasługach i dokonaniach, o rozsławianiu imienia Polski/Francji na świecie.

Seweryn Blumsztajn z „Gazety Wyborczej” zagrał w odkryte karty:

Wszyscy są równi wobec prawa, ale niektórym Pan Bóg dał niezwykły talent i wolę”

- rozpoczął wywód teologiczny. Co z tego wynika?

Seweryn Blumsztajn (Wikipedia)

Seweryn Blumsztajn (Wikipedia)

„Tacy są równiejsi. Ludzie tak wybitni jak Roman Polański stanowią nasze dobro narodowe. Wszyscy się grzejemy w świetle ich dokonań. Chełpimy się nimi. Nie mamy też ich zbyt wielu. Ilu się w Polsce rodzi takich jak Polański? Nie dziwię się więc i nie oburzam, że dla polskiego rządu Polański to obywatel specjalnej troski”.

Takim obywatelom teologia Blumsztajna zapewnia specjalne traktowanie:

„Nie usprawiedliwiam tego, co zrobił Polański. Apeluję tylko o pokorę wobec wielkiego talentu. To dar, wobec którego jesteśmy bezradni w naszych sądach moralnych”.

Staram się pojąć Blumsztajna. Jego rozumowanie jest w końcu pochodną tego, co od dziesięcioleci kładzie się do głów młodzieży szkolnej.

To prawda, że Pan Poeta skakał z baby na babę. Ale przecież wielkim Poetą był.

To prawda, że Pan Malarz chlał na umór, w czasie gdy akurat się nie morfinizował, że na ostatniej ze swych licznych kochanek wymusił skrobankę, że życie zakończył przy pomocy żyletki. Takowoż był on wielkim sztuki Reformatorem.

Bohterowie sprawy narodowej we francuskim burdelu

Bohaterowie sprawy narodowej we francuskim burdelu (Wikipedia)

To prawda, że zgodził się Pan Przywódca na stworzenie obozów koncentracyjnych wzorowanych na Dachau. Ale był ci on państwa Odnowicielem.

Uczniu drog! Wódy nie chlej, narkotyków unikaj, żyj życiem rodzinnym, szanuj wolność, ojczyznę kochaj. A jak ci siły zbraknie, sięgnij do narodowej mitologii. Z dziadów bierz przykład.

Ale wróćmy do sprawy amerykańsko-polańskiej.

Roman P.

Roman P. (Wikipedia)

Ameryka to niesamowita różnorodność. Trudno zresztą mówić o jednej Ameryce. Jeśli kto się uprze, znajdzie Ameryke głupią, bezduszną i chciwą. Kto inny odszuka Amerykę wysmakowaną i wyprzedzającą świat.

Ja najbardziej lubię tę prostą, dla niektórych prostacką. Nieokrzesana, nie okazującą szacunku salonowym liturgiom, bezpardonowo nazywającą perłę perłą, a wieprza wieprzem.

Gdy Blumszajn rozkłada bezradnie ręce nad swoim efemerycznym systemem moralnym, ta Ameryka ma czelność nawet Blumsztajna mieć w nosie.

Ziemie z odzysku cz. 2

Historia nie jest dobrą nauczycielką życia. Nauczycielką jest cisza, która nastaje nawet po najgłośniejszych historiach.

Każdy czas ma swoje mity. W okresie mojego szczenięctwa  powszechnie hołubionym  mitem były ziemie “odwiecznie polskie”. Co ciekawe, mój dziadek dorastał,  gdy plenił się mit ziem “odwiecznie germańskich”. Tych samych ziem  zresztą.

Wcześnie nabrałem dystansu do politycznych mitologii i do dziś mdlą mnie odwołania do niej. Rozumiem oczywiście, że przerysowania to podstawowy elementy politycznego fachu, ale Bogu dziękuję, że nie muszę zarabiać na chleb w polityką.

Z dekady na dekadę coraz bliżej mi do ziemi jako takiej, bez przymiotników, za to z zapachem i kolorem i kształtem. To ponoć proces naturalny, zwykłe tam kursowanie pierwiastków w  mózgu.

Więc w ramach tego procesu, udaje mi się czasem spędzać wolne chwile z rodziną na kawałku ziemi pośród lasów.  Grunt tam lichy, jak to na porębie, i niemal przez cały rok suchy jak pieprz.  Za to cisza błoga. Po gospodarstwie pozostały jedynie fundamentów skryte pod darnią. Te kamienie nie dały mi spokoju. Próbowałem nadać im sens, znaleźć wyjaśnienie.

I znalazłem.

Gospodarstwo należało do rodziny Damrau. Ludzie ci na początku ubiegłego wieku ściągnęli na Pomorze gdzieś z głębi Niemiec w ramach hakatowskiej akcji osiedleńczej. Dom postawili skromny, szachulcowy, do tego oborę, stodołę. Posadzili sad z rzadką odmiana śliwy, którą musieli przywieźć z daleka. Obok stanęło kilka identycznych chałup. Droga wysadzona lipami, przed domem kasztanowiec.

Miejscowi nie przechowali w pamięci żadnego grzechu rodziny Damrau, który wymagałby zapamiętania, za to kilka dobrych uczynków – owszem.

Gdy nadeszła druga wojna, jedynego syna zabrali Damrauom na front wschodni, gdzie zginął niebawem. Gdy przyszedł telegram, ojciec postradał zmysły, a krótko później umarł na serce.

Matka przeżyła, założyła czarną chustę, zamknęła się w domu.

Wyzwolenie przyszło do niej dwójką. Jeden wyższy, z biało-czerwoną opaską na ręce, drugi, garbaty, ciągnący karabin na sznurku. Ludzie pamiętają jak ci dwaj prowadzili Damrauową do lasu. I tyle ją ludzie widzieli.

Straszne? Wszystko wokół było straszne. Kilka kilometrów dalej Niemcy gnali drogą żydowskie kobiety spędzone z całej niemal Europy do podobozów Stutthofu. Te które nie wytrzymywały marszu, zabijali przy drodze. Miejscowi kładli zabite w rowach, przysypując płytką warstwą ziemi. Wiosną psy wygrzebywały zwłoki, niektórzy pamiętają kobiece głowy, które dzieci toczyły szosą.

W siedlisku Damraua, nowy gospodarz najpierw porąbał stodołę, później oborę. Gdy się wyprowadził, również dom nadawał się jedynie do rozbiórki. Starej Damrauowej nikt nie odnalazł.  Żydówki dotąd leżą jeszcze zakopane po rowach.

Po gospodarstwie Damraua pozostała cisza przerywana “odwiecznym” śpiewem dzierzby i kumkaniem ropuch. No i kamienie, które przeszkadzają w kopaniu grządek.

A teraz kilka nowych zdjęć z sudeckiej eskapady. Ziemie odzyskane i stracone.

P1010699

P1010680

DSC05217

DSC05190

DSC05135

DSC05061

P1010830

DSC05129

DSC05083

Chciałoby się powiedzieć “kamienie krzyczeć będą” , gdyby krzyk ten nie był zarezerwowany dla spraw poważniejszej wagi.

Ziemie z odzysku cz. 1

Zniszczyliśmy zabytkowe siedliska, doprowadziliśmy do ruiny pałace i zamki, oszkaradziliśmy przepiękne miasta, starliśmy z piaskowców zabytkowe inskrypcje.  Obok zadbanych kurortów i odżywających aglomeracji polski wkład w tzw. Ziemie Odzyskane to obraz godny pożałowania.

Sudety znałem do tej pory z bardzo pobieżnie. W te wakacje postanowiłem nadrobić zaległości.  Odkryłem zakątki nieziemsko piękne, choć w katalogu polskich atrakcji niemal nie istniejące.

Takiego natężenia zabytkowej substancji nie ma bodaj nigdzie w Polsce.  Z wieży jednego zamku rozciąga się widok na trzy kolejne.  Co wieś, to zjawiskowej urody pałac.  Częściej jednak ruiny zamku i szkielet pałacu.

Na każdym kroku stykałem się z argumentacją: bo ludzie byli przekonani, że tu Niemcy wrócą. Bo nie było własności, ale wieczysta dzierżawa. I szlag mnie trafiał kiedy słyszałem tę argumentację,  jako usprawiedliwienie tych, którzy na złość faszystom, a pózniej -  komunie, nie wymalowali okna, albo nie włożyli brakującej dachówki.

Co gorsza, w ciągu ostatniego dwudziestolecia zmieniło się zaskakująco niewiele w porównaniu z innymi częściami Polski. Owszem, w Szklarskiej włada niepodzielnie góralski biznes, któremu skutecznie udało się rozszerzyć do karykaturalnych rozmiarów krainę oscypków, baranich skór  i fotobernardynów. Ale już cudowna Bystrzyca to dziś jedynie blade echo wspaniałej przeszłości.  Otaczające się przepiękne siedliska dziś w większości dożywają swoich dni.  W ich miejscu powstają dworkopodobne koszmarki w stylu mazowieckim. Przykro powiedzieć – zachowaliśmy się jak barbarzyńcy w ogrodzie.

Z katalogu historycznych błędów prezydent wybrał niedawno Zaolzie. Gdyby nie miał koncepcji, za co przeprosić w przyszłości, warto przeprosić za sposób, w jaki skolonizowaliśmy Ziemie Zachodnie. A przy okazji wpisać na listę największych atrakcji zamki Czocha czy Moszna. Nic wam te nazwy nie mówią? No właśnie…

Gumka a sprawa bydgoska

Dziś ogórków letnich ciąg dalszy. Tym razem  ogór wielkiego kalibru, afera międzynarodowa. I znowu w Bydgoszczy.

A w Mannheim, mieście bliźniaczym Bydgoszczy, ludzie świętują

ma11

Jedna warszawska gazeta tak się sprawą przejęła, że uznała ją za jeden z najważniejszych newsów dnia. Chodzi przecież o sprawę fundamentalną – o rubrykę “Kalendarium wydarzeń” na portalu Urzędu Miasta.

Czytaj dalej…

Ogórek w kolorze czarnym

Lubię letnie wydania gazet, bo im cieplej, tym głębiej w ogródek zapuszczają się dziennikarze. Kto o innej porze roku dowiedziałby się o panu Grzegorzy z Chełmży, który uparł się, aby nie wychodzić z jeziora przez 11 godzin? Jeszcze w maju pan mors mógłby zamieszkać w jeziorze i nikt nie zwróciłby na niego uwagi. Ale w lipcu pan Grzegorz ma swoje 5 minut, i nawet komentujący internauci podchodzą do jego pomysłu z letnią wyrozumiałością.

Latem w redakcjach do głosu dochodzą stażyści i praktykanci. I ten głos brzmi całkiem donośnie. Czytam więc  witrynie Dziennika o “najbardziej masakrycznym nokaucie  w historii“, a obok “masakryczny” tekst o świadkach Jehowy – to  młodość przytupuje z werwą.

Najważniejszy Ogórek Sezonu ma jednak barwę czarną, więc winien raczej nosić miano Bakłażana.

Poszło o krzywdzące rasistowskie stereotypy (fot. wikia.net)


Czytaj dalej…

Dialog za 13 milionów

Niedawno głośno było o pewnym Angliku, który załapał się na posadę gospodarza australijskiej wyspy Hamilton. Jego zadaniem będzie kąpiel w oceanie, wylegiwanie się na plaży, gra w golfa i opisywanie codziennych przyjemności w internecie.  Wynagrodzenie za półroczne leniuchowanie wyniesie ponad sto tysięcy dolarów.

Pensja za zażywanie luksusów nie jest jeszcze normą, choć świat zmienia się dynamicznie, a cud jest  pisany w priorytety rządu.

Można jednak zarobić w sposób zupełnie niekonwencjonalny, ale trzeba ruszyć głową.  Na przykład prowadząc dialog.


Dialog klasyczny – Andrzej Mleczko

dialog21

Niedawno podjęła się tego trudu diecezja toruńska, występując z wnioskiem o dofinansowanie budowy Centrum Dialogu.

Czytaj dalej…

Czas sikania

Smutno mi się zrobiło. I mdło. Miejscem zasmucenia był sklep owocowo-warzywny.

sikajacy

Czytaj dalej…

Trup miły w dotyku

Lubię tę nowoczesność. Komórki, komputery, wygodne samochody i trup do przytulania.

czesio1

Czwartego czerwca przed dwudziestu laty skończył się komunizm i nastały czasy, w których każdy może przytulać się do czego chce. I niech się przytula, byle nie roznosił zarazków.

Czytaj dalej…

Premierze, nadepnij na ucho!

Czekam na chwilę, kiedy premier w zapale oszczędzania pójdzie po rozum do głowy i dostrzeże oszczędności tam gdzie widać je gołym okiem, a ściślej mówiąc – słychać nieuzbrojonym uchem.

Czekam mianowicie na ustawę o wykasowaniu muzyki klasycznej z narodowego systemu edukacyjnego oraz wykreślenie muzycznych inicjatyw spośród kandydatów do publicznych dotacji.

YouTube Preview Image[/youtube]

Czy jest jakakolwiek logika ekonomiczna w tym, aby kosztem około 100 tys. złotych i tysięcy godzin ćwiczeń indywidualnych, kształcić młodego człowieka, jeśli ten, po otrzymaniu dyplomu ma szansę załapać się na wymarzoną posadę w orkiestrze za 800 złotych na rękę, a kiedy się zestarzeje i np. od gry na klarnecie zaczną mu wypadać zęby, na koncie znajdzie się 1 400 złotych?

Czytaj dalej…

Żużlowi już dziękujemy!

Jest rzeczą dobrą i godną pochwały, gdy władza troszczy się o obywatela. Władza w Toruniu troszczy się do tego stopnia, że wybudowała obywatelowi stadion do igrzysk żużlowych. Co prawda nie do igrzysk olimpijskich, ale zawsze to igrzyska, czyli sprawa do życia niezbędna.

Przy okazji władza ogłosiła, że toruński stadion żużlowy jest najnowocześniejszy na świecie. I jest to święta racja. Gwoli ścisłości dodać trzeba, że Toruń nie ma w tej dziedzinie konkurencji, ponieważ od lat nikt już nie wybudował żadnego nowego stadionu dla żużla. Choćby z tego powodu, że na stadionie wybudowanym dla żużla nie da się uprawiać czegokolwiek innego, z wyjątkiem wyścigu rydwanów oraz sportów zrzeszonych w Księdze Guinessa.

Czytaj dalej…