Lubię tę nowoczesność. Komórki, komputery, wygodne samochody i trup do przytulania.
Czwartego czerwca przed dwudziestu laty skończył się komunizm i nastały czasy, w których każdy może przytulać się do czego chce. I niech się przytula, byle nie roznosił zarazków.
Właściwie chciałem tym razem napisać o Gabonie. Obawiam się jednak, że sprawy afrykańskie zanudziłby mojego kolegę z działu sportowego, a ponieważ jest on moim najwierniejszym czytelnikiem, pozwólcie że napiszę o swojej roli w światowym załamaniu gospodarczym, by sprawić mu odrobinę satysfakcji.
Ale najpierw obejrzyjcie, jak wyglądają owieczki z odległej perspektywy:
Strasznego mam kaca, w związku z tym kryzysem. I gdybym jeszcze obłowił się jako kapłan wielkiej korporacji albo przekombinował z opcjami walutowymi. Ale nic z tego. Czytaj dalej…
Gdyby ktoś zadał pytanie, z czym kojarzy mi się PRL, pierwszym skojarzenie byłaby szarość. Zarówno w sensie dosłownym, jak i metaforycznym. Głód koloru, wypłowiałe marzenia, zszarzałe idee.
Miałem ostatnio okazję odwiedzić kilka miejsc z dala od galerii handlowych, z dala od świata wykreowanego przez specjalistów od wizerunku. Szarość nagle powróciła. Inny kontekst niż ten sprzed dwudziestu lat, inne dekoracje, nowy język. Ale szarość ta sama.
Posłuchajcie głosu szarości.
Koleżka o koleżkę się troszczy – witajcie w Bydgoszczy
(PAP) W redakcji Gazety Pomorskiej trwają zaawansowane prace nad digitalizacją. Testowane są prototypy e-dziennikarzy.
Niepowodzeniem zakończyły się testy z wykorzystaniem modelu DigiJournalist produkcji koreańskiego Samsunga. Aktualnie w pracy terenowej sprawdzany jest dziennikarski cyborg japońskiej Matsushity.
Z okazji jubileuszu gazety przerzuciliśmy kilka ton starych zszywek. Lektura pasjonująca, bo choć czasy dla wielu z nas jeszcze namacalne, to jednak odległe jak wojny napoleońskie. Ogrom informacji do wyczytania gdzieś spomiędzy wierszy.
Dziennikarstwo to zawód trudny i niewdzięczny. Ale nie pozbawiony zalet. Jedną z nich jest możliwość pracy z ludźmi nietuzinkowymi, obdarzonymi przeróżnymi talentami.
Oto dowód – człowiek, z którym przyszło dzielić mi dole i niedole (bądźmy ściśli: głównie niedole), zwany człowiekiem-gumą.
W szczycie sezonu wakacyjnego nie mam zamiaru zamęczać Was, drodzy Czytelnicy, poważnymi tematami (choć całkiem poważny wpis już niebawem). Dziś zatem tylko zagadka.
Słyszeliście na pewno o streakersach – ludziach, którzy wdzierają się nago na stadiony. Streakersi, jak i sportowcy stanowiący dla nich tło interesują mnie umiarkowanie. Na zdjęciu poniżej bardziej zaciekawiła mnie postać jednego z policjantów pacyfikujących Willa Farella, który wdarł się na boisko.
(fot.www.streakingtheworld.com)
A zatem zagadka – czyim bratem bliźniakiem jest ów niezłomny stróż prawa?
Dla pierwszej osoby, która udzieli prawidłowej odpowiedzi – nagroda: CD z utworami Heitora Villi-Lobosa. Na krążku m.in.: “Bachianas brasileiras”, 5 preludiów na gitarę oraz koncert gitarowy.
Tak, wiem że torunianie mają w tym przypadku ułatwione zadanie, więc obiecuję, że kolejna zagadka będzie całkowicie nietoruńska.
Na początek wyjaśnienie: bardzo mi się podoba Europa, a posiadanie paszportu z gwiazdkami sprawia mi dużą przyjemność.
I jak tu nie lubić Europy. Proszę bardzo – europejska muzyka i europejskie wykonanie:
Ludzi, o podobnych odczuciach jest więcej, a niektórzy skupieni są w Fundacji Pro Europa. Ci ludzie nie tylko lubią Europę, ale jeszcze potrafi swe uczucie przekuwać na europejskie pieniądze.
Napiszę o Macieju Giertychu. Ale z pewną taką nieśmiałością. Po pierwsze dlatego, że tragikomiczność tej postaci wcześniej sam przekuwałem na wierszówkę, po drugie – ponieważ dendrologia, którą para się Giertych w chwilach wolnych od politykowania, to moja ulubiona dziedzina nauki. Dlatego wreszcie, że obiecałem sobie unikać w tym blogu polityki.
Maciej Giertych. Mniej więcej.
Ale niech już będzie. Ponieważ o Giertychu będzie w kontekście kobiet, chwila muzyki w kobiecym wykonaniu. Zwróćcie uwagę na te piękne noooogi.
Mikołaj Kopernik miał niełatwe życie. 22 lipca (nomen omen) 1516 roku pisał do króla Zygmunta o zbójach grasujących w okolicach Elbląga. Rozbójnicy ci napadli na pewnego obywatela, obcięli mu obie ręce i zrabowali doszczętnie.
Pisząc te słowa Mikulasz Kopernik (przepraszam, ale zdjęcie zapożyczyłem ze słowackiej Wikipedii) wyglądał mniej więcej tak:
Taką ochroniarską robotą musiał zajmować się kanonik warmiński, nie przypuszczając nawet, że podane do druku 27 lat później dzieło „De revolutionibus…” stanie się „najdroższą książką świata”.