platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Archiwum: październik 2009

Z Archiwum R. Ojciec Tadeusz sprowadza masonów, czyli jak nie zrobić dziurki

Dziś kolejna część historycznego nurzania. Rok 1992. W ojczyźnie powstaje pierwsza restauracja MacDonald’s, Leszek Moczulski (kto jeszcze pamięta to nazwisko?) rozszyfrowuje skrót PZPR jako “Płatni Zdrajcy Pachołki Moskwy”, świat obserwuje obrączkowe zaćmienie Słońca.

A masoni wyłączają ludziom prąd.

Słuchajcie na zdrowie.  Będzie między innymi o tym, co jest do skopania, a także ciekawostka na temat jajek.

A dla chwili relaksu posłuchajcie muzyki Astora Piazzolli, który zmarł również w 1992 roku.

YouTube Preview Image

Z Archiwum R: jak o. Tadeusz stracił 300 marek

Był rok 1992. Rozpoczęła się wojna w Bośni, mudżahedini obalili komunistyczny rząd w Afganistanie.  Tego roku zmarli Benny Hill i Alfred Szklarski, w Himalajach zgineła Wanda Rutkiewicz. Prezydentem Polski był Lech Wałęsa (ufff…), a premierem Jan Olszewski. W USA ślub się Barack Obama. Urodziła się Miley Cyrus.

Mieszkałem wówczas w toruńskim akademiku nr 1 przy ul. Mickiewicza (głębokie ukłony dla Pań Portierek za wyrozumiałość), gdy poprzez nadajniki w Toruniu i Bydgoszczy w eter zaczęło wypełzać Radio Maryja.

Czytaj dalej…

Bohater specjalnej troski

Nie bez złośliwej satysfakcji przyglądam się moralnemu kipiszowi, jaki spowodowało aresztowanie Romana Polańskiego. Tym bardziej, że sprawa wybuchła w 76 roku życia reżysera, czyli na tym etapie życia w którym szykowano już Polańskiemu spiżową statuę.

Każdy pretekst dla poukładania spraw najważniejszych jest dobry. Ale jak tu sobie to wszystko poukładać, gdy się dotąd umizgiwało do Szacownego Aresztanta, gdy się go z honorami przyjmowało na purpurowych dywanach, gdy mu się wręczało nagrody za „całokształt twórczości” albo za „szczególną wrażliwość”. Gdy się piało o zasługach i dokonaniach, o rozsławianiu imienia Polski/Francji na świecie.

Seweryn Blumsztajn z „Gazety Wyborczej” zagrał w odkryte karty:

Wszyscy są równi wobec prawa, ale niektórym Pan Bóg dał niezwykły talent i wolę”

- rozpoczął wywód teologiczny. Co z tego wynika?

Seweryn Blumsztajn (Wikipedia)

Seweryn Blumsztajn (Wikipedia)

„Tacy są równiejsi. Ludzie tak wybitni jak Roman Polański stanowią nasze dobro narodowe. Wszyscy się grzejemy w świetle ich dokonań. Chełpimy się nimi. Nie mamy też ich zbyt wielu. Ilu się w Polsce rodzi takich jak Polański? Nie dziwię się więc i nie oburzam, że dla polskiego rządu Polański to obywatel specjalnej troski”.

Takim obywatelom teologia Blumsztajna zapewnia specjalne traktowanie:

„Nie usprawiedliwiam tego, co zrobił Polański. Apeluję tylko o pokorę wobec wielkiego talentu. To dar, wobec którego jesteśmy bezradni w naszych sądach moralnych”.

Staram się pojąć Blumsztajna. Jego rozumowanie jest w końcu pochodną tego, co od dziesięcioleci kładzie się do głów młodzieży szkolnej.

To prawda, że Pan Poeta skakał z baby na babę. Ale przecież wielkim Poetą był.

To prawda, że Pan Malarz chlał na umór, w czasie gdy akurat się nie morfinizował, że na ostatniej ze swych licznych kochanek wymusił skrobankę, że życie zakończył przy pomocy żyletki. Takowoż był on wielkim sztuki Reformatorem.

Bohterowie sprawy narodowej we francuskim burdelu

Bohaterowie sprawy narodowej we francuskim burdelu (Wikipedia)

To prawda, że zgodził się Pan Przywódca na stworzenie obozów koncentracyjnych wzorowanych na Dachau. Ale był ci on państwa Odnowicielem.

Uczniu drog! Wódy nie chlej, narkotyków unikaj, żyj życiem rodzinnym, szanuj wolność, ojczyznę kochaj. A jak ci siły zbraknie, sięgnij do narodowej mitologii. Z dziadów bierz przykład.

Ale wróćmy do sprawy amerykańsko-polańskiej.

Roman P.

Roman P. (Wikipedia)

Ameryka to niesamowita różnorodność. Trudno zresztą mówić o jednej Ameryce. Jeśli kto się uprze, znajdzie Ameryke głupią, bezduszną i chciwą. Kto inny odszuka Amerykę wysmakowaną i wyprzedzającą świat.

Ja najbardziej lubię tę prostą, dla niektórych prostacką. Nieokrzesana, nie okazującą szacunku salonowym liturgiom, bezpardonowo nazywającą perłę perłą, a wieprza wieprzem.

Gdy Blumszajn rozkłada bezradnie ręce nad swoim efemerycznym systemem moralnym, ta Ameryka ma czelność nawet Blumsztajna mieć w nosie.