Ziemie z odzysku cz. 2
Historia nie jest dobrą nauczycielką życia. Nauczycielką jest cisza, która nastaje nawet po najgłośniejszych historiach.
Każdy czas ma swoje mity. W okresie mojego szczenięctwa powszechnie hołubionym mitem były ziemie “odwiecznie polskie”. Co ciekawe, mój dziadek dorastał, gdy plenił się mit ziem “odwiecznie germańskich”. Tych samych ziem zresztą.
Wcześnie nabrałem dystansu do politycznych mitologii i do dziś mdlą mnie odwołania do niej. Rozumiem oczywiście, że przerysowania to podstawowy elementy politycznego fachu, ale Bogu dziękuję, że nie muszę zarabiać na chleb w polityką.
Z dekady na dekadę coraz bliżej mi do ziemi jako takiej, bez przymiotników, za to z zapachem i kolorem i kształtem. To ponoć proces naturalny, zwykłe tam kursowanie pierwiastków w mózgu.
Więc w ramach tego procesu, udaje mi się czasem spędzać wolne chwile z rodziną na kawałku ziemi pośród lasów. Grunt tam lichy, jak to na porębie, i niemal przez cały rok suchy jak pieprz. Za to cisza błoga. Po gospodarstwie pozostały jedynie fundamentów skryte pod darnią. Te kamienie nie dały mi spokoju. Próbowałem nadać im sens, znaleźć wyjaśnienie.
I znalazłem.
Gospodarstwo należało do rodziny Damrau. Ludzie ci na początku ubiegłego wieku ściągnęli na Pomorze gdzieś z głębi Niemiec w ramach hakatowskiej akcji osiedleńczej. Dom postawili skromny, szachulcowy, do tego oborę, stodołę. Posadzili sad z rzadką odmiana śliwy, którą musieli przywieźć z daleka. Obok stanęło kilka identycznych chałup. Droga wysadzona lipami, przed domem kasztanowiec.
Miejscowi nie przechowali w pamięci żadnego grzechu rodziny Damrau, który wymagałby zapamiętania, za to kilka dobrych uczynków – owszem.
Gdy nadeszła druga wojna, jedynego syna zabrali Damrauom na front wschodni, gdzie zginął niebawem. Gdy przyszedł telegram, ojciec postradał zmysły, a krótko później umarł na serce.
Matka przeżyła, założyła czarną chustę, zamknęła się w domu.
Wyzwolenie przyszło do niej dwójką. Jeden wyższy, z biało-czerwoną opaską na ręce, drugi, garbaty, ciągnący karabin na sznurku. Ludzie pamiętają jak ci dwaj prowadzili Damrauową do lasu. I tyle ją ludzie widzieli.
Straszne? Wszystko wokół było straszne. Kilka kilometrów dalej Niemcy gnali drogą żydowskie kobiety spędzone z całej niemal Europy do podobozów Stutthofu. Te które nie wytrzymywały marszu, zabijali przy drodze. Miejscowi kładli zabite w rowach, przysypując płytką warstwą ziemi. Wiosną psy wygrzebywały zwłoki, niektórzy pamiętają kobiece głowy, które dzieci toczyły szosą.
W siedlisku Damraua, nowy gospodarz najpierw porąbał stodołę, później oborę. Gdy się wyprowadził, również dom nadawał się jedynie do rozbiórki. Starej Damrauowej nikt nie odnalazł. Żydówki dotąd leżą jeszcze zakopane po rowach.
Po gospodarstwie Damraua pozostała cisza przerywana “odwiecznym” śpiewem dzierzby i kumkaniem ropuch. No i kamienie, które przeszkadzają w kopaniu grządek.
A teraz kilka nowych zdjęć z sudeckiej eskapady. Ziemie odzyskane i stracone.
Chciałoby się powiedzieć “kamienie krzyczeć będą” , gdyby krzyk ten nie był zarezerwowany dla spraw poważniejszej wagi.


19 wrzesień 2009 (Sobota), godz. 20:50
Ileż podobnych historii słyszałem od dziadków i ojca. Zniszczone przez osadników domy, gospodarstwa, dwory. Od 30 lat mieszkam po sąsiedzku z “osadnikami” z ziem wschodnich, z Polesia. Nie tylko zdewastowali dom i sad, zresztą kupione od rodziny, która dom ten przed wojną zbudowała, ale tworzą najróżniejsze “potworki”: szopy, budy, ostatnio budują nowy dom w koszmarny sposób. Niestety, Polacy mają dewastowanie i bałaganiarstwo we krwi. W mojej dzielnicy mogę bez pudła pokazać domy, w których mieszkają “prawdziwi Polacy”.
20 wrzesień 2009 (Niedziela), godz. 9:32
Krew tu nie ma nic do rzeczy. Podam taki przykład w Bieszczadach na przystanku autobusowym spotkałem starszą kobietę. Okazało się, że przyjechała w Bieszczady z rodziną w 1948 roku z urodzajnego powiatu Sokalskiego. ( Sokal oddaliśmy ZSRR, dostaliśmy Ustrzyki Górne) Jak przyjechali tak gospodarowali po swojemu posiali, zasadzili i nic nie urosło ludzie głodowali i umierali.
To nie uwarunkowania genetyczne, czy krew, spowodowała ich katastrofę ale przynależność do pewnej kultury. Bieszczady przed wojną wykarmiły 1,5 miliona ludzi. Nie wykarmiłyby tej garstki z Sokala?
Istnieje podobieństwo między tym co się stało z polskimi ziemiami na wschodzie a tym co nazywamy ziemiami odzyskanymi. Jak pisze Małaczewski ” W te miejsca rojne od wspomnień droższych nad relikwie pełne żywego smutku i radości tych co się w zaciszu starych ścian urodzili żyli i pomarli wdarł się żywioł obcy wrogi i niszczący i pohulał.” Każde społeczeństwo niesie ze sobą sposób życia, czyli life style, czyli kulturę. I według swojej kultury urządza się. A tym bardziej, że nie ma autochtonów którzy mogliby choćby pokazać do czego służy wc. A zresztą jakby nawet pokazali.
24 wrzesień 2009 (Czwartek), godz. 11:15
Czy będzie cz. 3. o tragicznym losie wypędzonych za Buga, idiotycznie nazywanych repatriantami, którzy niepewni jutra przez 20 lat myśleli, że tu są tylko tymczasowo, że przyjdą Niemcy…
***
A swoją drogą trochę zaskoczony jestem, że Pański wpis przeszedł przez cenzurę? To chyba niedopatrzenie? Konsekwencją odczytania tego tekstu, jest podważenie jednego z mitów III RP.
***
No bo jak to, ciągle słyszymy o tzw. Polsce A i Polsce B, za wzór się przykłada „Europejczyków” z Polski centralnej i zachodniej, a z pogardą i politowaniem odnosi się do „wsiokach” z „ściany wschodniej”, premier Tusk dzieli Polaków na tych „moherowych”, i na tych „wykształconych, młodych z dużych miast”, ostatnio nawet uszczegóławił na tych z miasta, i na tych z powiatu i przedmieść, na kościół toruński i kościół łagiewnicki… A tu wychodzi taki klops… Wystarczy spojrzeć na mapę preferencji wyborców, na wyniki wyborów i wizualizacje PKW i to ni jak nie pasuje do lansowanego obrazu. Że niby ci lepsi głosuję na PO, i jakim zaszczytem jest się znaleźć w tym towarzystwie…
***
Panie redaktorze, Pan wyłom zrobił! Tak myślę przy okazji, przypadkiem wyszło szydło z worka, że trzon, podstawę elektoratu PO (patrz mapka, ziemie zachodnie, o których Pan pisze) stanowią niezaradni ludzie. Przypowieści o przedsiębiorczości i wyjątkowości tych regionów (stawianych za wzór) należy między bajki włożyć. Podobnie jak preferowany opis elektoratu PO.
***
Wycieczka do trójmiasta doskonale to prezentuje. Z zewnątrz kompletnie, nie rozumiem zadęcia i zadowolenia tych ludzi, którzy od lat powierzają władzę tym samym nieudacznikom z pomorza, pod znaku UD-KLD-UW-PO. Ich duma nie zamyka się w tym, że mają piękne stare miasto i kościół Mariacki. Są przekonani o wyjątkowości i fachowości swoich włodarzy. Co jest paranoiczne, naprawdę nie wiele trzeba by się przekonać jaki to fałszywy trop i głupi sąd.
***
Zresztą w Bydgoszczy na podobną chorobę cierpi prezydent Dombrowicz, człowiek Platformy. Dla którego miarą sukcesu będzie to, że Bydgoszcz przez 5 min. pokażą w ogólnopolskiej tv, a korki w mieście świadczą o jego rozwoju. Pycha, samozadowolenie i autentyczne przekonanie, że świetnie sprawuje swój urząd jest porażająca w bydgoskim Ratuszu. Na szczęście nie wszyscy na to się nabierają. Z trójmiasta wyziewa patalogiczna epidemia.
28 wrzesień 2009 (Poniedziałek), godz. 9:13
Nie czytałem części pierwszej… Po tytule wnioskowałem: “będzie politycznie”. Gdy przeczytałem, nabrałem szacunku do autora. Szokujący, dramatyczny obraz nas samych – ludzi. Obraz, który powinien pokutować w głowie jako memento, że za każdą jedynie słuszną (pozornie niewinną) ideą przynoszącą nowy porządek stoi krzywda zwykłego człowieka. Brawo Panie Adamie.
28 wrzesień 2009 (Poniedziałek), godz. 17:59
Panie Pawle a tak na temat Pan się wypowie. Jak nie przymierzając pięknie zrobił to Pan Maciej.
29 wrzesień 2009 (Wtorek), godz. 9:36
Panie Grzesku w temacie się wypowiadam.
1.Pan Willma dobitnie konkluduję „Ziemie odzyskane i stracone”, ja zauważam, że to podobno „Polska A” w opozycji do ciemnogródu z „ściany wschodniej”. Kolejny mit III RP odpada.
2. Wzruszający opis Pan redaktora, doskonale wybrzmiewa z przedstawianą ostatnio historią II W.Ś., jako wojny z abstrakcyjnymi hitlerowcami i tragedią Żydów i Niemców. Los wysiedlonych/ wypędzonych Polaków w oczywisty sposób winień być w większym zainteresowaniu polskojęzycznych mediów.
3.Pochwaliłem zdjęcia, chyba wystarczy.
30 wrzesień 2009 (Środa), godz. 12:22
Jeżeli dobrze pamiętam to Polska A i B to pomysł jeszcze przedwojenny. Więc nie mógł dotyczyć ziem na których się urodziłem i wychowałem.
Ściąganie do tematu jakiegoś PO I PIS i czegoś tam jeszcze jest dla mnie daleko nie zrozumiałe. Natomiast zaczynam czuć podział krzywd na dobre i niedobre w Pańskim wykonaniu .Te o których warto opowiadać i te o których media polskojęzyczne się wypowiadać nie powinny.
Pan się naprawdę wzrusza czymkolwiek, czy tylko podnieca tym, że można komuś dołożyć?