platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Archiwum: wrzesień 2008

Syfon dla chlewmistrza

Z okazji jubileuszu gazety przerzuciliśmy kilka ton starych zszywek.  Lektura pasjonująca, bo choć czasy dla wielu z nas jeszcze namacalne, to jednak odległe jak wojny napoleońskie. Ogrom informacji do wyczytania gdzieś spomiędzy wierszy.

Małpa, świnia i osioł. Na dobry początek

Czytaj dalej…

Planeta imienia Wolszczana

Stawianie pomników żyjącym, to kiepski interes. Czynienie z nich moralnych wyroczni – to już niemal pewna kompromitacja. Podobnie jak narodowa zabawa w sąd ostateczny.

Proszę wstać, sąd idzie (zdjęcie ze strony www.cpt.org.pl)

Wystarczy popukać w pierwszy lepszy pomnik, aby przekonać się, że w środku jest tylko powietrze. Przykład pierwszy z brzegu – polski cyrk chopinowski: szkolny apel, orzeł, biało-czerwona, baczność, Boże coś Polskę, która jeszcze nie zginęła, serce zamurowane z kościele itp.

Czytaj dalej…

Raport z seksmisji

Gdyby jakiś mężczyzna, zamiast zajmować się futbolem i czyszczeniem tapicerki w aucie, zaczął wygadywać androny, które głoszą feministki, niechybnie skończyłby za kratkami za szerzenie seksizmu.

Rozmowa z feministkami to zajęcie podobne do prowadzenia dyskusji z kibicami Legii Warszawa. Choćby legionistom groził nawet spadek z ekstraklasy, kibice będą przekonani, że ich ukochany klub to wunderteam, który nie ma sobie równych. Gdyby tylko nie niekompetentny i niesprawiedliwy Sędzia

I spróbuj tu z takim polemizować.

Czytaj dalej…

Stare dobre poniemieckie

Pozwólcie, że odtrąbię. Po wizycie w Berlinie mam ochotę ogłosić koniec pewnej epoki (to nic nie kosztuje :). Staruszka Europa właśnie wyzionęła ducha. Rodzi się nowa. Ale czy rzeczywiście się rodzi? Czy rzeczywiście Europa?

Berlin odwiedzam co kilka lat. W takich sekwencjach widać wyraźnie zmiany. Oczywiście, Berlin to nie Niemcy, to ponadnarodowa aglomeracja, proporczyk globalizacji. Przed laty pierwsza wizyta w Berlinie spowodowała u mnie nagłe zachłyśnięcie. Berlin tryskał kolorem i ideą. Dziś z przyzwyczajenia tryska fontannami.

Zobaczyłem wygodne miasto wygodnych ludzi. Wyluzowane, rozchełstane, dbające o zdrowie, politycznie poprawne.

Jedzące, trawiące i wydalające, a w przerwach kontestujące z przyzwyczajenia.

Gdyby nie porozstawiane w każdym zakątku plastikowe figury niedźwiedzi (symbol niemieckiej stolicy), pomyślałbym, że jestem gdziekolwiek: w Londynie, Nowym Jorku czy Budapeszcie.

Nie mam wątpliwości. Serce współczesnego świata bije już nie na Zachodzie.

Gdy poukładam w głowie myśli, powrócę do berlińskiego tematu. Na razie pooglądajcie zdjęcia z włóczęgi po Berlinie.

Ale najpierw piosenka z trochę innego Berlina.

Czytaj dalej…