Gumka a sprawa bydgoska
Dziś ogórków letnich ciąg dalszy. Tym razem ogór wielkiego kalibru, afera międzynarodowa. I znowu w Bydgoszczy.
A w Mannheim, mieście bliźniaczym Bydgoszczy, ludzie świętują

Jedna warszawska gazeta tak się sprawą przejęła, że uznała ją za jeden z najważniejszych newsów dnia. Chodzi przecież o sprawę fundamentalną – o rubrykę “Kalendarium wydarzeń” na portalu Urzędu Miasta.

Poszkodowanym jest Stowarzyszenie Lambda z Bydgoszczy, które specjalizuje się w wyszukiwaniu przejawów nietolerancji i protestach przeciwko nim, a także w dystrybucji czasopisma Replika, które już kiedyś trafiło do BarokBloga.
Otóż chłopcy i dziewczęta z Lambdy wyjeżdżają na paradę homoseksualistów do Mannheim, a gdy już wyrażą solidarność i nawiążą stosunki z zaprzyjaźnionymi niemieckimi bojownikami o tolerancję, spotkają się z burmistrzem miasta, a nawet z niemieckim eurodeputowanym.
Zdaniem działaczy Lambdy Ratusz winien poinformować bydgoszczan o ich misji w bliźniaczym mieście:
- Zależałoby nam, żeby w tym miejscu znalazła się również notka o nas. W końcu będziemy tam promować Bydgoszcz. Zabieramy nawet ze sobą wielki transparent z nazwą miasta – opowiada Paweł Fischer-Kotowski, prezes bydgoskiej Lambdy. Nie wiadomo tylko, czy transparent ma pomóc burmistrzowi Mannheim w przeliterowaniu słowa “BYDGOSZCZ”, czy też jest gadżetem od parady.
Parada w Mannheim – Bydgoszcz-Mannheim dwa bratanki

Władze Bydgoszczy maja inne pomysły na promowanie miasta niż ich koledzy z Mannheim, gdyż światło z Zachodu jeszcze ich nie oświeciło. Nie pojmują nawet bezwstydu swojej winy
“Wiceprezydenci przedstawiają Bydgoszcz w niekorzystnym świetle za granicą. A to już nie jest drobnostka, tylko powód do wstydu” – rwie włosy z głowy komentatorka rzeczonej gazety.
Przyjdzie czas, kiedy panowie wiceprezydenci odpowiedzą za swoje czyny i wyrokiem sądu skazani zostaną na przejażdżkę platformą (nomen-omen) podczas parady w Mannheim w samych tylko stringach.
Parada w Berlinie. Tu najwyraźniej zabrakło Bydgoszczy (fot. Wikipedia)
A póki co towarzystwo z Lambdy może zacierać ręce. Im większa aureola męczeństwa, tym większe dotacje, o czym przekonali się już koledzy z bliźniaczej organizacji w Warszawie.
Za prowadzenie szkoleń na temat bezpiecznego seksu wśród osób homoseksualnych (m.in. rozdawanie prezerwatyw i lubrykantów w klubach) zgarnęli z Ministerstwa Pracy 132 tys. zł.
Za “działania informacyjno – edukacyjne skierowane do osób podejmujących ryzykowne zachowania pod wpływem środków psychoaktywnych, przebywających w klubach/pubach/dyskotekach” (w tym znowu zakup gumek i lubrykantów) – kolejne 74 tysiące (od stołecznego magistratu) w 2008 roku. Rok później okrągłe 100 tys.
Za projekt profilaktyki HIV w 2007 roku przewidujący przede wszystkim “128 dyżurów streetworkerskich (wyjścia do klubów gejowskich, saun i w inne miejsca, gdzie spotykają się mężczyźni uprawiających seks z mężczyznami” (tu znowu wydawano im chusteczki do higieny intymnej, prezerwatywy, lubrykanty) – 60 tys. zł.
Żyć, nie umierać. Oczywiście jeśli masz gumkę i lubrykanty.


14 sierpień 2009 (Piątek), godz. 17:42
Zaczynam żałowac, że nie jestem homoseksualistą. Może ktoś słyszał o możliwości zorganizowania szkolenia nt. ryzykownych zachowań seksualnych dla osób hetero? Za 100 tys. PLN chętnie bym takowe zorganizował. A swoją drogą jak cudowne są wakacje! Można zajmować się światem od d… strony, czytać o potworze z Loch Ness, a wszystko dzięki temu, że, jak mawiał Marszałek Piłsudski “to bydło odpoczywa”!
16 wrzesień 2009 (Środa), godz. 9:43
Znam takich, którzy i tysiącem by nie pogardzili. Ale może kursy dla hetero to mniej ryzykowna robota?