Polska poronna
Jak Polska długa i szeroka, słyszę łkania, jak bardzo Polska podzielona. Nawet po 1989 roku, gdy główna oś podziałów rozgraniczała “naszych” i “postkomunę”, takiego rozbicia w kraju nie było. Że tragedia, wojna domowa taliban albo hordy palikotowe.
A guzik. Jeśli zgrzyta, to dlatego, że trwa remont w głowach. Ludzie zaczynają mieć jakieś poglądy, o coś wreszcie zaczęło im chodzić.
Przerażające? A owszem. Zwłaszcza dla tych, którzy poglądów nie mają.
Wtórnym produktem tego podziału jest poczucie utraconej jedności. Z gruntu fałszywe, bo to jedność, która z realnym obrazem ma tyle, co odpustowe monidło z fotografią. Nigdy nie było jednej Polski, tak jak jednej Rosji, Szwecji czy Francji.
Pozostał drobiazg. Musimy teraz wymyślić jakiś sposób, żeby się z powodów tych różnic nie pozabijać. Nie mam nic przeciwko temu, żeby uczestnicy tych różnych Polsk (po niemiecku byłoby łatwiej) uważali się wzajemnie za cymbałów. Dopóki wiedzą dlaczego. Tych, którzy szczują uprawiając półprawdy powinno się zamykać do paki.
Przykład pierwszy z brzegu – otwieram “Gazetę.pl” i czytam że klauzula sumienia już przeorała mózgi katolickich pań magisterek (poprawnie?), które z fanatyzmu nie sprzedają antykoncepcji.
Szczucie jako żywo (sądząc po komentarzach – skuteczne), bo przecież nie o antykoncepcję chodzi, ale o środki wczesnoporonne. Katolikiem nie jestem, ale wiem, że z punktu widzenia katolika, w tej batalii nie chodzi już o grzech, ale o zamach na ludzkie życie. Używając poetyki Wyborczej – czynny gej ma prawo do sumienia, ale katolik nie powinien przesadzać. Cóż - Gazeta Wyborcza z liberalną agitką czy Gazeta Polska z rewelacjami o wybuchach na pokładzie tupolewa – jeden czort.
A klauzula sumienia to ważny probierz. Niezależnie od tego za jakich cymbałów będziemy się nawzajem uważać, nie mamy prawa łamać ludziom sumienia. Jeśli panowie i panie na Wiejskiej odmówią wykonywania zawodu setkom ludzi, gdyż ci definiują życie inaczej niż Kazimierza Szczuka, będą winni temu, że kiedyś ta podzielona Polska pęknie niebawem jak balon.
A teraz trochę Bacha:











